|
A_R_C_H_I_W_U_M
|
|
felietony/eseje/artykuły
I - V 2003
|
|
Minister Kołodko
planuje zmianę systemu naliczania podatku od osób wykonujących wolne zawody.
Likwidacji ma ulec zasada 50% kosztów uzyskania przychodu. Jeśli ten projekt
faktycznie wszedłby w życie, artyści, wykładowcy, dziennikarze musieliby
płacić niemal dwukrotnie wyższy podatek niż dotychczas. Wieść o planach
Kołodki słusznie zaniepokoiła środowiska twórcze, w internecie trwa akcja
zbierania podpisów przeciwko zakusom ministra. Poniżej publikujemy dwa
głosy - Romana Dziadkiewicza z krakowskiego SAOZ-u oraz Księcia Słupskiego
Władysława Kaźmierczaka - na temat niecnych planów Kołodki. |
|||||||||||||||
| ZŁODZIEJ
KOŁODKO! |
|||||||||||||||
** |
|||||||||||||||
|
Proponuję
by już zacząć się organizować w niezależny, anarchistyczny system wymiany
usług - Roman Dziadkiewicz o tym jak poradzić sobie ze złym państwem |
|||||||||||||||
FORMUJMY
SZARĄ STREFĘ! |
|||||||||||||||
Drodzy
- to co planuje niejaki Kołodko jest ewidentnym złodziejstwem i sku...em
- ręce opadają, bo chyba kolejny raz jesteśmy bezradni (tzw. zwykli ludzie).
Nie mówiąc już o argumentach, za pomocą których ten pan w sposób lapidarny
próbował zdefiniować twórcę i odróżnić go od jakichś szarpidrutów. W ostatnim
roku miałem do czynienia z rządzącymi debilami i nikomu tego nie życzę.Okradanie twórców z 50% kosztów uzyskania przychodów - dla waszej twórcy informacji - to część całego pakietu świetnych pomysłów pt. "naprawa finansów publicznych". O innych proponuję czytać na stronie www.ngo.pl , dotyczą one mordowania organizacji trzeciego sektora - likwidacja ulg podatkowych dla instytucji i darczyńców - likwidacja możliwości odpisywania darowizn od podstawy opodatkowania! |
|||||||||||||||
| Trzeba
protestować! uważam, że tym razem trzeba protestować, a jeśli to nic nie da - ze szkodą dla wszystkich stron - będziemy poszerzać szarą strefę! Proponuję by już zacząć się organizować w niezależny, anarchistyczny system wymiany usług: instytucje, artyści, teoretycy, organizatorzy, tłumacze, webmasterzy, dziennikarze, pisma, redakcje, portale internetowe - możemy spróbować funkcjonować wspólnie jako silna struktura, pomagać sobie wzajemnie (umiejętnościami, prezentacjami, sprzętem, lokalem, miejscem na serwerze). Każdy z nas zaoszczędzi wtedy jakąś część wydawanych codziennie (i zawsze opodatkowanych) pieniędzy. Zapraszam do współtworzenia takiego sieciowego projektu (kontakt - saoz@free.art.pl). |
|||||||||||||||
| W
czołówce... trzeciego świata To co robi Kołodko ugruntowuje (ale spadamy prawdopodobnie o kilka miejsc w tabeli) naszą silną pozycję w czołowce krajów trzeciego świata. W państwach cywilizowanych, do unii z którymi aspirujemy tendencje są dokładnie odwrotne - wspiera się trzeci sektor, kulturę, sponsoring, bo to zwyczajnie odciąża administrację. Inaczej działają sprawnie (dla własnego interesu) zorganizowane, rozbudowane i zbiurokratyzowane kapitalistyczne reżimy trzeciego świata - utrzymujące się kosztem społeczeństwa. Zachęcam do składania podpisów pod protestem. pozdrawiam r.dz. [Roman Dziadkiewicz] |
|||||||||||||||
Niestety,
los artystów był i będzie trudny. Artyści nie mogą liczyć na społeczne
wsparcie - pisze Władysław Kaźmierczak |
|||||||||||||||
BĘDZIE
ŹLE DLA WSZYSTKICH |
|||||||||||||||
Reforma Kołodki nie uderzy aż tak mocno w twórców, którzy zarabiają pieniądze głównie w instytucjach samorządowych i państwowych, ale uderzy w instytucje i firmy, które będą musiały po prostu więcej płacić twórcom. Liczą się w końcu te realne pieniądze, a nie te wirtualne. Prostym efektem działań Kołodki będzie zwiększone bezrobocie wśród twórców, bo instytucje i firmy będą mogły zatrudnić mniej artystów, bo ich dzieła i usługi będą droższe. To nie tylko chodzi o stracone 30 %, ale o rzecz zupełnie poważną: zwiększenie bezrobocia w środowisku artystycznym i zbliżonych rejonach. Rynek prywatny odczuje tą zmianę dość ostro. Jakie będą skutki? Trudno przewidzieć, ale wiele produkcji upadnie, dzieła zdrożeją i tak w kółko. W przyszłym roku firmy i instytucje będą miały poważny dylemat, jak ustawić wynagrodzenia dla twórców? Na ile podwyższyć zarobki, by wyrównać straty. I czy to będzie możliwe? Jeśli nie, no to będzie źle dla wszystkich. [...] |
|||||||||||||||
Państwo
bogaci się po cichuW roku ubiegłym, po cichutku wszedł przepis (nikt oczywiście wtedy nie protestował) zabraniający instytucjom zwrotu kosztów podróży dla zapraszanych twórców. Bo, były to pieniądze bez podatku. Teraz instytucje podwyższają honorarium o koszty przejazdu, by móc zachować się przyzwoicie wobec każdego artysty. I jaki mamy efekt? Zarabia państwo, obcinając nam skromne środki. Oczywiście instytucje zapraszają mniej artystów do współpracy, bo ich poziom finansowania jest na takim samym poziomie lub niższym. To są prawie niezauważalne zmiany, ale zsumowane razem + niechęć do finansowania kultury daje poważny efekt zawężenia oferty programowej. Po wprowadzeniu podatków Kołodki, wiele galerii, filharmonii, teatrów, uczelni już nie będzie mogła zaprosić do współpracy takiej liczby twórców jak dotychczas. Zresztą ta liczba nigdy nie była szczególnie imponująca. Filmy, koncerty, spektakle, książki, wystawy będą droższe. Wiemy doskonale, że w kulturze wszystko funkcjonuje na wariackich zasadach a proponowane stawki płacowe są i tak żenujące. Reforma Kołodki, to dodatkowe wyjęcie samorządowych, państwowych i prywatnych pieniędzy do kasy państwowej. Niestety, los artystów był i będzie trudny. W społecznym odbiorze panuje taki sobie pogląd: I co z tego, że ktoś ma kłopoty? Bycie artystą zawsze jest wielkim ryzykiem, przede wszystkim finansowym. Zawsze można artystą nie być. I co z tego, że jakieś świry nie będą mogły zrealizować swoich głupich pomysłów? Jeśli tylko 3,7 % społeczeństwa interesuje się kulturą, no więc Panie i Panowie, premier Kołodko może spokojnie działać. Siła naszego protestu jest żadna. |
|||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||
| Obłudne
media Artyści nie mogą liczyć na społeczne wsparcie. Przy okazji chciałbym zwrócić uwagę na obłudną rolę mediów, które stwarzają pozory głębszego zainteresowania sytuacją materialną artystów i kultury, lecz faktycznie... Niedawno, 5 maja w "Gazecie Wyborczej" ukazał się niewyobrażalnie głupi artykuł na temat trudnej sytuacji materialnej 'kultury niezależnej'. Termin wyjęty z poprzedniego ustroju i nie wiadomo co oznacza? Niezależne komercyjne galerie i niezależne firmy wydawnicze mają kłopoty. Niezależne od kogo i od czego? Od klienta? Prezydenta Busha? Od pieniędzy publicznych? Ale jak komercyjne to nie publiczne itd. I ten głupi artykuł ani słówkiem nie pisnął, że sytuacja wszystkich instytucji kulturalnych i twórców w naszym kraju jest katastrofalna. Z tego niewyobrażalnie głupiego (muszę powtórzyć ten przymiotnik) artykułu wynika, że gdzieś jest OK, że jacyś twórcy, że jakieś galerie, że jakieś firmy wydawnicze mają życie jak w Madrycie, natomiast kłopoty mają tylko młodzi 'niezależni' i ich odrębna kultura. "Wyborcza" wpadła na kretyński i zafałszowany pomysł, by stworzyć biedę dla wybranych. Zastanawiające, dlaczego tak duża gazeta musi aż tak genialnie ściemniać? Brutalna prawda jest prosta: wszyscy mamy gigantyczne kłopoty od wielu lat, ale media i politycy udają, że większego problemu nie ma. Rozumiem polityków, rozumiem premiera Kołodkę, że musi opowiadać bzdury, ale nie rozumiem Adama Michnika. To znaczy rozumiem doskonale: bieda w kulturze to temat beznadziejnie skomplikowany, nieefektowny i nudny. Media robią kasę na artystach i kompletnie ignorują materialne warunki funkcjonowania artystów i kultury. Mówienie o biedzie w kulturze jest mało efektowne i nie budzi społecznego zainteresowania. Trzecia władza szuka łatwych okazji na komercyjne utrzymanie się na rynku i ma gdzieś kulturę i jej twórców. W każdej gazecie i tygodniku dział kultury jest zawsze najsłabszy. Albo go nie ma w ogóle. [...] |
|||||||||||||||
| Nie
wiemy na kogo głosujemy Tych pomijanych problemów przez media jest znacznie więcej. Nikt nie podejmuje trudnego tematu samowoli kulturalnej samorządów w wielu miastach. Nikogo nie obchodzi niszczenie kultury przez radnych i prezydentów. Nikomu nie chce się śledzić i opisać mechanizmu demokratycznego absurdu, który w mniejszym lub większym stopniu występuje prawie w każdym mieście. Jak się jakiś prezydent uprze to w majestacie prawa może zrealizować każdy nonsens, a media nawet tego nie zauważą. [...] Nie wiemy na kogo głosujemy, ponieważ lokalni (radni) i parlamentarni politycy żadnych poglądów na kulturę nam nie ujawniają. I prawie nikt ich o nie nie pyta. Zwłaszcza dziennikarze, którzy nie wiedzą o co spytać polityka w kwestii kultury. Oczywiście wszystkiemu nie są winne media. Artyści, twórcy kultury mają dziesiątki słynnych i napuszonych związków twórczych? I co te związki mogą? Jak dbają o kulturę i artystów? Jak walczą? Władysław Kaźmierczak (pełny tekst www.hysterics.art.pl) [26.05.2003] |
|||||||||||||||
|
|||||||||||||||
|
Kilku naszych znajomych spędziło długi
majowy weekend we Wrocławiu. Po powrocie opowiadali, iż prawdziwym powodem
ich wyjazdu do tego pięknego miasta był festiwal WRO. Ponieważ nigdy nie
słyszeliśmy o takim festiwalu, a konkretnie - słyszeliśmy coś, ale niekonkretnie
- poprosiliśmy o wyjaśnienia. Poniżej publikujemy referat kol. Wojciecha
Kozłowskiego, który w założeniu miał przekonać nas o tym, że tzw. "WRO"
naprawdę istnieje. "WRO istnieje i są na to niezbite dowody!"
- pisze Wojtek (z... Zielonej Góry) |
|
| CO?
WRO! |
|
![]() Still z filmu Riichiro Mashimy "Ski Jumpin Pairs" |
|
| Redaktorzy "Rastra" nie wierzą w istnienie Festiwalu WRO! Postaram się rozwiać tę irracjonalną niewiarę, rozumiejąc że z Warszawy do Wrocławia jest jednak za daleko. Nie będę próbował nawet podsumowywać 15 lat istnienia tej niezwykłej jak na polskie warunki inicjatywy, bo to wymagałoby specjalnego wydawnictwa, które mam nadzieje, niedługo powstanie, ale kilka danych się przyda (w obliczu niewiary). Violetta Kutlubasis-Krajewska, Piotr Krajewski i Zbigniew Kupisz to nierozłączny team, który od 1988 roku jako Open Studio/WRO a potem Fundacja WRO Centrum Sztuki Mediów realizuje największy medialny festiwal w naszej części Europy. | |
Wideo,
media, instalacje, sympozja... W przeciągu tych kilkunastu lat przez WRO przewinęła się czołówka artystów związanych z działaniami medialnymi. Swoje prace pokazywali tu m.in. Jaron Lanier, Jeffrey Shaw, Jill Scott, Laurie Anderson, Stelarc, Herbert W. Franke, Perry Hoberman, Antonio Muntadas, Mirosław Rogala, Istvan Cantor, David Larcher, Paul Sermon i wielu innych, nie mówiąc o wszystkich polskich artystach zajmujących się mediami. Początkowo festiwal był konkursem prac wideo, stopniowo zaczęły się tu pojawiać instalacje multimedialne, prace interaktywne, realizacje internetowe, a przede wszystkim poważne sympozja, na których można się było zapoznać z dorobkiem teoretycznym dotyczącym zjawisk medialnych. WRO stało się jedynym w Polsce na tę skalę miejscem kontaktu ze sztuką posługującą się najnowszymi technologiami. Kilka edycji festiwalu poświęconych było wyłącznie artystom polskim; stawały się wtedy również pełnymi niezapomnianych wrażeń imprezami towarzyskimi. Temu aspektowi WRO chciałbym kilka słów poświęcić, boć to korespondencja do "Rastra" a nie "Tygodnika Powszechnego" (ciekawe czy "TP" publikuje relacje z WRO, póki tam nie przeczytamy, nie uwierzymy - przyp. raster). |
|
| Niezapomniane
wieczory Wrocław jest miejscem, które doskonale nadaje się do zabawy. Może dlatego Szanowni Redaktorzy z taką podejrzliwością podchodzą do WRO, wietrząc tu jakąś mistyfikację. Po raz pierwszy byłem na festiwalu chyba w 1992 roku i od tego czasu zawsze wpadałem do Wrocławia w czasie jego trwania przynajmniej na jeden dzień. (Muszę dodać, że kilka razy pokazywałem swoje filmy wideo w prezentacjach polskich). Niezapomniane były wieczory z Witkiem Czerwonką, Wojtkiem Zamiarą, ich studentami, Józefem Robakowskim, a przecież uczestniczyłem osobiście w niewielkim wycinku życia towarzyskiego imprezy. Stała we Wrocławiu obecność rośliny pozwalała na lepszą percepcję bardzo długich często pokazów wideo. Nie będę tu przytaczać licznych anegdot związanych z WRO, bo na razie trzeba przekonać Redaktorów do realności tej imprezy. Myślę sobie, że to nie tylko wrocławski genius loci, ale przede wszystkim umiejętności organizacyjne Violi, Piotra i Zbyszka sprawiły, że większość uczestników przyjeżdżała tu także dla przyjemności. Przez te wszystkie lata zawsze świetnie wybierali centra klubowe, potrafili zarazić swoim entuzjazmem rzesze wolontariuszy, potrafili pokonywać całą masę problemów, które nieuchronnie muszą się na takich imprezach pojawić. Festiwale były zawsze niedoinwestowane, choć jak na polskie warunki (i chyba nie tylko) zorganizowane perfekcyjnie. (Coś co miało być zbiorem anegdotycznych opowiastek zamieniło się w pean, przepraszam.) |
![]() Jurorzy, od Lewej Igor Krenz, Sergio Edelsztein, Alex Adriaanses |
![]() Praca Klausa Pobitzera "Dawid" |
|
| Napięcia
w nieporządku Kilka słów o tegorocznej imprezie. Odbywała się pod hasłem "Globalica: konceptualne i artystyczne napięcia w nowym globalnym nieporządku". W części sympozjalnej zaproszeni goście, fachowcy z zagranicznych centrów medialnych rozpatrywali problemy związane z rolą technik cyfrowych w procesie globalizacji, mówiąc najogólniej. Część wystawowa (w Muzeum Architektury) nie była w tym roku zbyt imponująca, kilka instalacji i projektów sieciowych to mały wycinek tego, czym ten obszar jest obecnie. Mi podobała się praca Amerykanina Georga Quasha pt. "Art is", która była ciągiem dwuminutowych wypowiedzi ok. 80 artystów na tytułowy temat. Było też kilka realizacji w mieście, m.in. znanego nam z austriackiej wystawy w Zachęcie Klausa Pobitzera i wrocławskiego artysty Arka Bagińskiego. Oprócz konkursowych odbywały się także pokazy wideo polskiego oraz autorskie prezentacje jurorów i zaproszonych kuratorów. |
|
| Małyszomania
po japońsku |
![]() Laureat Jan Poppenhagen |
![]() Scena z filmu Johna Smitha "Frozen War" |
|
Cienko
śpiewają, choć zdrowi |
|
DYSKUTUJ
NA FORUM "RASTRA" Temat tygodnia: Czy WRO istnieje? Czy słyszałeś/aś kiedyś o festiwalu WRO? Czy kiedykolwiek uczestniczyłeś/aś w czymś takim? Czy znasz jeszcze inne przykłady cyklicznych imprez artystycznych, galerii, artystów lub dzieł sztuki, o których wiele się słyszy lub słyszało, ale nigdy nie widziało naocznie? Czy uwierzyłeś Wojtkowi Kozłowskiemu, że WRO istnieje? Wypowiedz się na forum dyskusyjnym >>> |
|
![]() Praca Arka Baginskiego |
|
| Mesjanistyczna
manifestacja w Galerii XX1 |
| Z
TOPORŁEM W DŁONIACH |
![]() dr Kazimierz Piotrowski |
| Budzenie uśpionych demonów zdaje się być umiłowaną strategią kuratorską dr Kazimierza Piotrowskiego, wyklętego przez narodowych muzealników za wystawę "Irreligia". Jego nowy projekt kuratorski nazywa się "Neuropa" i jest przywołaniem idei znanego rzeźbiarza i heretyka Stnisława Szukalskiego zwanego również Stachem z Warty, zafascynowanego kulturą prasłowiańską i opętanego wizją nowego porządku świata. W latach 30. XX wieku Szukalski ogłosił swą wizję Neuropy - nowej wspólnoty pokrzywdzonych narodów europejskich bez udziału państw imperialnych i drapieżców (Yetinsów). Neuropa miała być krokiem do stworzenia - wspólnie z połączonymi Amerykami - Unii Transatlantyckiej, Nadziei Świata. Pod koniec swego długiego życia (po II wojnie mieszkał w USA) Szukalski próbował ideą Neuropy zarazić Jana Pawła II, wykonał nawet rysunkowe szkice pomnika papieża-Polaka ("Boski Orzeł i Hydra", 1980), jednakże wysłana do Watykanu książka "Koryto pełne pereł" opisująca ideę Neuropy powróciła do artysty z adnotacją watykańskiego cenzora jako "niestosowna". |
![]() Zbigniew Libera ze swoimi modelami |
Krople
potu i krwi W warszawskiej galerii XX1 pod mocno brzmiącym hasłem Neuropy i znakiem Toporła - parapogańskiego toporu zaprojektowanego przez Szukalskiego jako godło przyszłej wspólnoty - Piotrowski zorganizował swoistą manifestację artystyczną z okazji zbliżającego się referendum akcesyjnego. Skromna w eksponaty, ale monumentalna w ich skali i ciężarze gatunkowym wystawa jest czymś w rodzaju rytualnego odśpiewania pieśni wojowniczej. W roli wojowników występują niezłomni i rycerze polskiej sztuki: Grzegorz Klaman, Zbigniew Libera, Kijewski/Kocur i Marek Sobczyk. Podczas wernisażu z performensem wystąpili Władysław Kaźmierczak i Ewa Rybska. W finale, ten pierwszy tłukł głową zapalone żarówki, aż na jego czole pojawiły się krople potu i krwi. Sama wystawa składa się z prac emblematów - "Flaga III RP" Klamana i jego ponure stalowe konserwy z wnętrznościami; słynne, jeszcze z lat 80. płótno "Adam i Ewa Braun" Sobczyka i jeden z jego nowszych obrazów "Moskwa wleci w kosmos"; "Mieszkańcy" Libery na motywach fotografii więźniów Auschwitz i wreszcie jedyna nowa rzecz, plakatowo banalna ikona Matki Boskiej z Dzieciątkiem w aureoli z żółtych gwiazdek autorstwa spółki Kijewki/Kocur. W osobnej sali znajduje się prezentacja wizji Szukalskiego. |
Dokąd
zmierzają Neuropejczycy?Warszawska "Neuropa" jest doraźnym koktajlem stworzonym na bazie mesjanistycznego wizjonerstwa, spiskowej teorii dziejów, artystowskiej dumy i bieżących frustracji na tle politycznym, społecznym, materialnym. Ale zebrane tu w całość prace - z osobna nieprzeciętne - wcale nie tworzą wspólnego sensu. Zainstalowane jedna obok drugiej bębnią raczej głucho jak zbiór emblematów historyczno-politycznych. W istocie nie jest jasne przesłanie całego projektu, choć między wierszami (lub w dolnych wersach), a także z bezpośrednich rozmów z artystami można wyłowić owo sakramentalne "tak" dla Unii Europejskiej ("niestety, nie mam wyboru"). Wydaje się jednak, że to co najmocniej łączy wszystkich uczestników wystawy i kuratora, to oprócz wieku (między 40-tką, a 50-tką) poczucie spychania sztuki i artystów w izolację i sekowania ich z politycznych, ideologicznych i koniunkturalnych względów. A to z kolei budzi przekonanie, że żadna inna forma aktywności artystycznej jak tylko polityczna konfrontacja, nie ma sensu. Pytanie tylko, jak dać upust frustracjom z pożytkiem "dla sztuki i kraju"? Niewątpliwie, przypomnienie postaci Stacha z Warty Szukalskiego jest jak najbardziej na czasie. Och, jak ciekawie byłoby obejrzeć dużą monograficzną wystawę Szukalskiego i szczepu Rogate Serce! Ten wyjątkowy i na swój sposób piękny przypadek pokazuje jak z czasem trudno rozdzielić szaleństwo, ekstremizm, mesjanizm, politykę, sztukę i jak łatwo samemu wystawić się na margines życia społecznego. A może warto to zrobić? [17.05.2003] |
| "Neuropa. Sztuka, Ptronimikum i Nowa Plemienność", Galeria XX1 w Warszawie (al. Jana Pawła II 36), do 15 czerwca |
![]() Władysław Kaźmierczak i Ewa Rybska |
| Za
miesiąc otwarcie 50. Biennale Sztuki w Wenecji |
| CO
SIĘ KOMU ŚNI? |
| "Sny i konflikty. Dyktatura widza" to tytuł tegorocznej edycji weneckiego biennale, którym kieruje tym razem Włoch Francesco Bonami. Zamiast jednej głównej wystawy odbędzie się 12 różnych, przygotowanych przez kuratorów z różnych stron świata. Sensacyjnie zapowiada się nasz udział - w oficjalnych wystawach biennale, nie licząc Pawilonu Polskiego, weźmie udział - na zaproszenie organizatorów - aż 6 polskich artystów!!! A przecież nie dalej jak rok temu prof. Maria Poprzęcka w wywiadzie dla "Res Publiki Nowej" na pytanie "Czy polska sztuka może być modna na świecie" odpowiadała krótko: "Nie". |
![]() |
| Więcej,
lepiej, sprawiedliwiej? Znowu, jak każdego poprzedniego roku biennale ma być większe niż dotychczas. Tegoroczny pokaz to w założeniu "wystawa wystaw", rozlokowana nie tylko na tradycyjnych terenach biennale, ale także rozpełzająca po całym mieście (projekt "Interludes" kuratorowany osobiście Bonamiego, z udziałem m.in. Pawła Althamera ma właśnie prezentować prace rozrzucone po różnych punktach Wenecji). Ale "wystawa wystaw" to również kolejna próba "sprawiedliwego" biennale, które zatarłoby tradycyjną, kolonialną dysproporcję w prezentowaniu sztuki Zachodu, Południa i Wschodu. Osobną wystawę poświęconą współczesnej sztuce arabskiej szykuje kuratorka Documenta X Catherine David, oddzielne prezentacje poświęcone będą również sztuce azjatyckiej, afrykańskiej i latynoamerykańskiej, a jednym z kuratorów przygotowujących własną wystawę jest Słoweniec Igor Zabel. Do tego, w Museo Correr Bonami szykuje przeglądową wystawę malarstwa "Od Rauschenberga do Murakami 1964-2003". |
Polska,
Polska!!Jak nigdy wcześniej na tego typu imprezie, zagraniczni kuratorzy przejawili admirację dla sztuki polskich artystów. Do udziału w wystawach tematycznych zostali zaproszeni głównie artyści młodego i najmłodszego pokolenia: Paweł Althamer (ur. 1967, zainstaluje na jednym z drzew swój wyśniony domek), Piotr Uklański (ur. 1968), Piotr Janas (ur. 1970), Monika Sosnowska (ur. 1972), Paulina Ołowska (ur. 1976), a także nestor Roman Opałka (ur. 1931). Największą niespodzianką w tym gronie jest obecność Piotr Janasa, mało znanego malarza z Warszawy, twórcy obrazów niepokojących i nihilistycznych, a zarazem pełnych fantazji. Jego sztuka doczekała wreszcie swego czasu - amorficzne, abstrakcyjne malarstwo rozlewające się swobodnie po płótnach i ścianach rośnie w siłę i popularność, szczególnie w Niemczech. Akurat Janas wydaje się prawdziwie niepokojącym i szczerym reprezentantem tego kierunku, nie uwikłanym póki co w modne, formalne sztuczki. Udział w biennale Janasa, podobnie jak Altham! era, Uklańskiego czy Sosnowskiej, to w wielkim stopniu zasługa warszawskiej Fundacji Galerii Foksal, jej międzynarodowa pozycja wciąż rośnie w siłę, a wraz z nią popularność polskich artystów... |
Made
in ChinaTymczasem w polskim pawilonie zaprezentowana zostanie instalacja Stanisława Dróżdża, klasyka polskiej sztuki konceptualnej i poezji wizualnej, twórcy instalacji, którego twórczość przeżywa w ostatnich latach renesans na fali ponownego zainteresowania sztuką pojęciową i strukturami językowymi. Projekt dla polskiego pawilonu - "Alea iacta est"/"Kości zostały rzucone" - przewiduje instalację z kilkudziesięciu tysięcy kostek do gry, ułożonych zgodnie ze wszystkimi możliwymi wynikami gry w kości. Całość ma uzupełniać stolik i zestaw do gry w kości dla widzów. Po rzuceniu 6 kostkami, modelowy widz wystawy ma szukać wyrzuconej przez siebie kombinacji na ścianie. Projekt może nie porywający, ale z pewnością niejednego zdenerwuje. Póki co organizatorzy polskiej prezentacji ujawnili, że plastikowe kostki, którymi wyłożone zostaną ściany pawilonu zamówiono i wyprodukowano w Chinach. |
![]() |
Królestwo
rozjednoczone |
| Objawienia
w ślepym pawilonie Spośród innych prezentacji narodowych ciekawie i tajemniczo zarazem zapowiada się projekt w pawilonie hiszpańskim, którego autorem jest Santiago Sierra, artysta znany z radykalnych akcji polityczno-ekonomicznych (m.in. w ubiegłym roku w Warszawie wynajął pracującego na czarno Ukraińca by nauczył się historii Galerii Foksal, wyłożonej specjalnie dla niego przez historyków sztuki; w Kolumbii zatrudnił rzemieślników do uszycia gigantycznej flagi Stanów Zjednoczonych; a w Wiedniu ustawił kilkudziesięciu pracowników galerii miejskiej zgodnie z kolorem ich skóry - od najjaśniejszego do najciemniejszego). Duńczycy pokażą projekt Olafura Eliassona, artysty o islandzkich korzeniach, przez wiele lat mieszkającego i pracującego w Berlinie. Eliasson ma stworzyć "Ślepy pawilon" - totalną instalację obejmującą wnętrze i zewnętrze duńskiego pawilonu i wciągającą widza w świat optycznych iluzji zacierających granicę między dziełem sztuki a widzem, między sztuką a naukowym eksperymentem. Niezwykłą przestrzeń tej pracy mają wypełnić lustrzane odbicia, szklane kalejdoskopy, architektoniczne interwencje, ciągi schodów i camery obscury. Prasowe zapowiedzi sytuują projekt Eliassona w gronie najciekawszy zjawisk, jakie mogą się przydarzyć tego lata w śmierdzącej kanałami Wenecji. |
![]() Olafur Eliasson, Colour vision kaleidoscope, 2003, dzięki uprzejmości neugeriemschneider i tanya bonakdar gallery |
Smutno
u sąsiadów?W pawilonie Węgier swój projekt przedstawi grupa o swojsko brzmiącej nazwie "Little Warsaw". Faktycznie w pracach tej grupy pojawiają się warszawskie motywy. Tym jednak razem ich ambitne przedsięwzięcie polega na wyrzeźbieniu brakującego "ciała" do słynnej egipskiej rzeźby - głowy Nefretete. Niestety, niewiele lepiej zapowiada się prezentacja w pawilonie Czech i Słowacji. Wspólny projekt przedstawią tam wesoła skądinąd czeska grupa Kamera Skura oraz nadzwyczaj sympatyczny i nie pretensjonalny artysta słowacki Erik Binder. Efekty ich współpracy nie prezentują się jednak póki co zachęcająco - głównym motywem prezentacji ma być zawieszona w gimnastycznej pozie figura Chrystusa... Natomiast pociechą może być impreza taneczna przygotowywana przez Węgrów we wnętrzach uniwersytetu weneckiego. 13 czerwca wieczorem mają wystąpić tam dj i mc z Budapesztów, a o twórczym przyłączeniu się do imprezy myślą też ponoć Czesi i Słowacy (Binder sam nie stroni od didżejki). Wstęp, jak obiecał kurator węgierskiego pawilonu, wolny! |
| 50. Biennale Sztuki w Wenecji "Dreams and Conflits. The Dictatorship of the Viewer". Dni prasowe: 12-14 czerwca (ale ciekawe otwarcia i imprezy - m.in. szkocka - już od 11-ego!). Otwarcie dla publiczności: 15 czerwca. Wystawa czynna do 2 listopada. |
![]() |
co
robią artyści galerii raster? |
| DEBIUT BOGACKIEJ W ZUJU |
Długo
oczekiwana, pierwsza wystawa indywidualna Agaty Bogackiej, najsławniejszej
młodej malarki warszawskiej, została wreszczie otwarta! 17 obrazów w specjalnie
zaaranżowanej przestrzeni warszawskiego zuja układa się w nastrojową opowieść
o zmarzniętych uczuciach. Malarka śmiało pokazuje siebie i nieśmiało próbuje
przełamywać konwencję sztalugowego malarstwa. Na obrazach z Agaty kapie
i sika farba rozlewając się tu i ówdzie na podłogę. Obrazy opowiadają o
krótkich chwilach olśnień, marzeń, złudzeń i iluzji, czyli o tym, co jest
sednem i życia, i malarstwa.Wystawa trwa do 8 czerwca |
![]() |
Pierwszy dzień wiosny we Wrocławiu (korespondencja własna) |
ZAPOMNIANA METROPOLIA |
|
| Wrocław wyróżnia się pod wieloma względami, a przede wszystkim pod względem architektury. Wysoka, niemiecka kultura budowlana i myśl architektoniczna pozostawiła tu liczne zabytki, w tym najcenniejsze na ziemiach polskich przykłady architektury XX wiecznej, jak np. Hala Ludowa Maxa Berga, budynki Hansa Poelziga, dom towarowy Emila Mendelssohna czy wzorcowe osiedle Werkbundu z 1929 roku. W dodatku, również w czasach PRL-u powstawały tu najbardziej urozmaicone budynki mieszkalne i osiedla. I choć na te ostatnie nikt jeszcze nie zwraca uwagi, miłośnicy późnomodernistycznej architektury powinni obowiązkowo udać się na wycieczkę do Wrocławia. Szczęśliwie, dorobek modernistycznych architektów niemieckich jest już pod intelektualną ochroną wrocławskich badaczy, a książki na ten temat można nabyć np. w bodaj jedynym(?) w Polsce Muzeum Architektury. Tam więc, w pierwszy dzień wiosny, udałem się w pierwszej kolejności (przed wejściem - dla zainteresowanych niesłusznie zapomnianą spuścizną artystyczną - rzeźba Władysława Hasiora, niezrealizowany pomnik dla Nowego Sącza, pomysłowo wykonane ekspresyjne figury odlane z betonu wlewanego bezpośrednio do specjalnie wykopanych w ziemi dołów). |
![]() Laura Pawela |
| Relikty
architektury i muzealnictwa W Muzeum Architektury zaraz po wejściu oznaczony zostałem kartką z napisem "32" i stemplem "ulgowy". Potem było już niestety gorzej. Placówka muzealna, znana w latach 70. z zaangażowania w ruch radykalnej sztuki konceptualnej, geometrycznej i abstrakcyjnej ma rzucający się w oczy kłopot z ekspozycją stałą i wystawami czasowymi. Główne pomieszczenie - wnętrze gotyckiego kościoła zaadaptowane niegdyś na potrzeby muzeum - w chwili obecnej wypełniają spontanicznie nawarstwiające się struktury architektoniczne i paraarchitektoniczne, ścianki działowe i brudne kubiki, które zagradzają dostęp do części ekspozycji, niestety przypuszczalnie do tej najciekawszej, zbiorów sztuki z lat 70. Miałem również nieprzyjemność trafić tu akurat w czasie prezentacji wystawy Philippe'a Starcka, która choć raczej ciekawsza w warstwie tekstowej niż wizualnej, w warszawskim zuju miała jeszcze swoisty scenograficzny urok. We Wrocławiu została i z tego wyprana, a jakiś zapewne magister inżynier scenografii i wystawiennictwa ustawił wszystkie eksponaty w równym rządku wzdłuż (sztucznych) ścian, chyba żeby nikt nie pomyślał, że ma do czynienia z czymkolwiek więcej niż z nudną, muzealną wystwą. Zaś pomysł samego Starcka, by każdy z obiektów oświetlony był własną lampką, w jasnym i wysokim wnętrzu kościelnym, jak łatwo przewidzieć, prezentował się idiotycznie. W ogóle odniosłem wrażenie, że muzeum jakoś opustoszało. W krużgankach i pobocznych salach natrafiłem jeszcze na pojedyncze relikty architektoniczne z okresu romańskiego oraz lat 60.-70. XX wieku, natomiast likwidacji uległa dobrze wyposażona księgarnia muzealna, w której kilka lat temu kupiłem sporo naprawdę pożytecznych i ciekawych publikacji. W jej miejsce urządzono niewielkie stoisko z najnowszymi publikacjami. Dzięki uprzejmości wezwanej telefonicznie przez szatniarkę pani z biura muzeum, udało mi się nawet obejrzeć niektóre z nich, a nawet kupić, choć dało się odczuć, że moje oraz turysty z Niemiec zainteresowanie publikacjami muzeum wyraźnie destabilizuje pracę całej placówki. |
![]() Tomasz Rodziewicz |
Zaminowana
BułaIdąc dalej w stronę Odry trafiamy na częściowo odnowiony i rozbudowany kompleks Akademii Sztuk Pięknych. W nowo wzniesionej części mieści się 4-gwiazdkowy hotel Radisson, z czego Akademia czerpie wymierne korzyści, m.in. mogąc od czasu do czasu lokować w nim swoich gości, zaś hotelowe korytarze przyozdobione zostały pracami wrocławskich grafików. Opinie na temat kondycji twórczej tutejszej ASP są podzielone. Nie udało się usunąć z uczelni Pawła Jarodzkiego, legendarnego współtwórcy grupy "Luksus", a własną pracownię prowadzi inna ważna postać lat 80. - malarz Krzysztof Skarbek. Tymczasem wolnościowa atmosfera zdaje się powoli przesiąkać do nieodległej galerii BWA czyli wrocławskiej buły, znanej też pod nośną nazwą "Awangarda". Po wyeliminowaniu ze stanowiska długoletniego szefa, propagatora poezji wizualnej Wojciecha Stefanika, kierownictwo placówką objął artysta-szklarz Marek Puchała wspierany przez wspomnianego już Pawła Jarodzkiego. W efekcie, w działaniach buły daje się wyczuć więcej spontaniczności, czego przykładem może być udostępnienie pomieszczeń grupie REAKTOR na ich "gorącą" wystawę pt. "I RAK war exhibition". Działania tej młodej i niesformalizowanej grupy cechuje niewątpliwie ów charakterystyczny, wrocławski pierwiastek spontaniczności i używania sztuki oraz działań doń zbliżonych w doraźnych celach - politycznych, zabawowych, społecznych i towarzyskich. Fajne jest to, że nikt nie liczy się tu z ponadczasowością działań artystycznych, a raczej dominuje myślenie doraźne. Tym razem energia generowana przez REAKTOR zaowocowała przynajmniej jedną ponadprzeciętną realizacją. Jak relacjonuje Viola Tycz: "Po dziedzińcu przechadzał się Tomasz Rodziewicz ubrany w kamizelkę z przyklejonymi ładunkami wybuchowymi. Tomek również zaminował cały dziedziniec, zainstalował ładunki wybuchowe w holu Buły oraz wywiesił kartki z ostrzeżeniami". Faktycznie, trzy dni po rozpoczęciu akcji, znalazłem jeszcze kilka ładunków przyklejonych szarą taśmą do jednego z kaloryferów, zaś kamizelka artysty-terrorysty wisiała jako eksponat na jednej ze ścian. |
Błękit,
który oślepiaBuła jest również co dwa lata miejscem akcji "wystawy malarstwa młodych" która jest zarazem "konkursem im. gepperta". Konkurs ten o tyle wyróżnia się od innych, że bierze w nim szczęśliwie udział bardzo ograniczona liczba osób, wytypowanych uprzednio przez kuratorów z kilku największych polskich miast. Dzięki temu obywa się bez ekspozycyjnych dramatów, wystawę da się spokojnie obejrzeć, choć poziom nie jest z pewnością powalający. No ale skąd wziąć co dwa lata 20 młodych dobrych artystów, w dodatku mających cokolwiek do czynienia z malarstwem? Tym razem jury nie zwróciło w ogóle uwagi na wyróżniające się nie wykalkulowaną prostotą obrazy Pawła Piekarskiego (zam. w Białymstoku), w zamian niektórzy członkowie szanownego gremium oraz fundatorzy nagród pozaregulaminowych bezprecedensowo ulegli wdziękom prac wrocławskiej artystki Anny Brudzińskiej, mimo, iż prace te w istocie całkowicie pozbawione są wdzięku i finezji, zaś najciekawszym elementem projektu artystycznego artystki, który polega na pokrywaniu płócien i innych obiektów (np. suchych konarów) niebieską farbą są jej osobiste, niebieskie powieki. |
![]() obraz Pawła Piekarskiego |
Laura(y)
dla EntropiiBędąc poprzednimi razy we Wrocławiu przekonałem się, że najciekawszym miejscem w tutejszej Bule są piwnice. W dwóch mrocznych pomieszczeniach odbywają się wystawy młodych artystów. Tym razem trafiłem na wystawę projektu "Reallaura" Laury Paweli, która - jak czytelnicy "Rastra" już się zapewne zorientowali - prowadzi swoisty obrazkowy dziennik w postaci rozsyłanych mejlem ikonek do telefonów komórkowych. Pierwsza prezentacja galeryjna tego projektu, wydawałoby się stworzonego do komunikacji wirtualnej z widzem, wypadła wcale ciekawie - Laura pokazała swoje ikonki w postaci niewielkich lightboxów, i prawdę mówiąc może nawet ciekawie jest oglądać te prace w postaci galeryjnych obiektów sztuki jako swoiste spikslowane malarstwo rodem z telefonu komórkowego. W tym samy czasie trwała jeszcze wystawa całkowicie analogowego malarstwa Laury w najlepszej wrocławskiej galerii czyli w Entropii. Do tych prac (nota bene wyróżnionych właśnie w konkursie Lexmarka), na poły realistycznych, na póły ironicznych widokach okien z ekranu komputera trudniej jest mi się przekonać, może gdyby były mniej żartobliwe, a za to staranniej wykonane? Ale i tak czas spędzony w Entropii zawsze zaliczam po stronie plusów. Galerzystę Mariusza Jodko zastałem akurat przy montowaniu filmu o zakończonej awanturami wystawie Ryszarda Wożniaka (osobną relację opublikowaliśmy przed tygodniem). Entropia tchnie wielkim spokojem i niezależnością myślenia i pomyślałem sobie nawet, że gdyby ta galeria znajdowała się nie we Wrocławiu lecz w ..., a nawet w Berlinie, to być może dziwna sztuka wrocławska (czasem śmieszna, czasem bałaganiarska, czasem biedna, ale rzadko kiedy sztywniacka) byłaby perwersyjnym, modnym mainstreamem, a nie mało znanym lokalnym fenomenem. |
| Reinkarnacja
w muzeum A gdy zapadł zmrok opuściłem Entropię i zdecydowałem zmierzyć się z historią. Muzem Narodowe, znane z obszernej kolekcji polskiej sztuki powojennej, przygotowało specjalne wydarzenie z okazji wystawy grafik i recepcji twórczości graficznej Albrechta Duerera. W pierwszy dzień wiosny, późnym wieczorem, na najwyższym piętrze muzeum wystąpić miał legendarny wrocławski artysta Andrzej Dudek-Duerer, człowiek, który jest współczesnym wcieleniem sławnego niemieckiego mistrza. Należy w tym miejscu wyrazić głęboki szacunek dyrekcji muzeum narodowego za taką inicjatywę i podzielenie głębokiej wiary artysty w reinkarnację. W końcu nieczęsto pokazuje się performensy w polskich muzeach. Andrzej Dudek-Duerer dał około 60 minutowy, medytacyjny występ z elementami gry na sitarze, projekcjami wideo, ogniem, nie obyło się również bez lania wody. Było podniośle, dostojnie i muzealnie. Na krzesełkach siedzieli i przyglądali się występowi m.in. Natalia LL i Jerzy Truszkowski i był to kolejne całkowicie odmienne doświadczenie we Wrocławiu, a przecież miasto to skrywa w sobie jeszcze szereg niezbadanych, unikatowych podobno fenomenów, jak choćby Panorama Racławicka czy festiwal sztuki wideo i nowych mediów WRO (w tym roku ma obchodzić swoje 10-lecie). Może Urząd Miejski we Wrocławiu powinien wynegocjować z PKP zniżki na bilety w relacji Wrocław - reszta kraju? [30.03.2003] |
![]() Andrzej Dudek-Duerer |
|
|||
Rozstrzygnięcie
dwóch najhojniejszych konkursów malarskich |
|||
DROGIE PŁÓTNA WE WZORKI |
|||
| Koniunktura na obrazy rozkręca się. Przybywa konkursów malarskich, rosną również nagrody. Po konkursie im. Gepperta dla młodych malarzy (nagroda główna 5.000 zł) w minionym tygodniu rozstrzygnięto kolejne zawody malarskie - na "obraz roku" (100.000 zł) oraz - po raz pierwszy - krajowe eliminacje konkursu firmy Lexmark (na zwycięzcę finału europejskiego czeka 30.000 euro). | |||
Wilczyca
o pomstę wyjąca |
![]() Zbigniew Gorlak, "Wilczyca" ![]() Piotr Lemke, "Popiersie z kwadratem" |
||
|
|||
| Wzorzyście
i kulturalnie Tymczasem w Krakowie, rozstrzygnięto krajowy etap międzynarodowego konkursu malarskiego firmy Lexmark. Tu do jury zaproszono krajowych ekspertów, co mogło o tyle wzbudzać zaufanie, że ich działalność zawodowa, kompetencje i zasługi (lub ich brak) są w naszym kraju znane, czego z pewnością nie da się powiedzieć o jurorach "obrazu roku". Pierwsze miejsce przyznano Barbarze Niewiadomskiej za obraz "Using-abusing", znanej dotąd bardziej jako obiecująca ilustratorka i graficzka niż malarka. Pozostałe wybory jury (Anna Król - Muzeum Narodowe w Krakowie; Dorota Monkiewicz - Muzeum Narodowe w Warszawie, Jan Michalski - krytyk sztuki, Galeria Zderzak, Kraków oraz Jarosław Suchan z Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie) były również kulturalne. Wyróżnienia dostali artyści młodszego pokolenia, wyraźnie wybijający się ponad krajową przeciętność: Jacek Dłużewski "Człowiek z Damaszku", Paweł Książek "Kubeczek", Laura Pawela "can't go" i Sebastian Ślęczek "Dym". Praca, która otrzymała główną nagrodę oraz prace wyróżnione zostały zgłoszone przez organizatorów do europejskiej edycji Lexmark European Art. Prize 2003. Główny organizator konkursu - firma Lexmark - zadecydował, że ze względu na bardzo dużą ilość nadesłanych prac (ponad 800) i ich wysoki poziom artystyczny, oprócz powyższych pięciu wyróżnionych obrazów, do ogólnoeuropejskiej edycji konkursu zgłoszonych zostanie pozostałych 11 prac nominowanych przez polskie jury. Obrady jury edycji europejskiej odbędą się w kwietniu 2003 roku w Walencji. Główna nagroda zostanie wręczona jesienią 2003 w Paryżu, podczas międzynarodowych targów FIAC. Wcześniej, 23 maja, w warszawskim zuju odbędzie się wernisaż wystawy prac wyróżnionych w polskiej części konkursu. [30.03.2003] |
![]() Barbara Niewiadomska, "Using-abusing" ![]() Paweł Książek "Kubeczek" |
||
![]() Sebastian Ślęczek "Dym" |
|||
![]() Z ostatniej chwili: LAURA PAWELA KOMENTUJE logo 35 real laura |
|||
Hamburski
miesięcznik "art" zainteresował się sprawą cenzury w warszawskim
zuju. Urszula Usakowska-Wolff relacjonuje opinię niemieckiego magazynu
w tej sprawie. |
|
DYREKTOR POD TERROREM AUTORYTETÓW |
|
Najnowszy, kwietniowy numer hamburskiego miesięcznika "art" zamieścił obszerną relację Susanne Altmann pod tytułem "Nie dla młodzieży? Autocenzura: dyrektor warszawskiego CSW wpuszcza tylko dorosłych na wystawę Nan Goldin." Autorka cytuje oburzoną artystkę, której prace do momentu warszawskiego incydentu "nigdy i nigdzie nie były cenzurowane" i która kilka godzin przed otwarciem jej retrospektywy na Zamku Ujazdowskim dowiedziała się, że tylko dorośli będą mieli prawo wstępu na nieprzyzwoitą ekshibicję. Już w trakcie przygotowań do pokazu "dyrektor Wojciech Krukowski bojaźliwie prosił Nan Goldin, aby zrezygnowała ze szczególnie drastycznych motywów jej fotograficznej autobiografii, czyli życia między seksem, przemocą i narkotykami." Kiedy jednak artystka się na to nie zgodziła, "Krukowski zasięgnął porady adwokatów i wystąpił na konferencji prasowej z zadziwiającym zakazem wstępu dla dzieci i młodzieży." |
![]() Nan Goldin |
Zdymisjonowana
zaangażowana
Dyktat(ura) dyrektora ugina kuratora Dyrektorzy do odwagi nie skorzy |
|
![]() |
|
|
||||
SZCZERBIEC
SIECZE SZTUKĘ |
||||
| Przez cztery tygodnie trwania wystawy Ryszarda Woźniaka (ex-Gruppa) we wrocławskim BWA, w każdą środę pod galerią odbywała się pikieta polityczno-protestacyjna, której uczestnicy domagali się zamknięcia pokazu. Krzyczeli: "Precz z wystawą Woźniaka!", "Woźniak do Brukseli!" ale również: "Precz z masońską okupacją", "Wielka Polska katolicka", "Bóg , honor, ojczyzna". Manifestanci ustawiali się na chodniku wzdłuż witryn galerii (przez które widać eksponowane na wystawie prace) i rozwijali transparenty: "Boże skrusz miecz co siecze kraj" albo "Życie ludzkie trwa od poczęcia". Rozdawano również ulotki sygnowane przez Stowarzyszenie Narodowy Ruch Antunijny. |
||||
![]() Ryszard Woźniak, Zabieg, 1982 |
||||
Entuzjazm
i złe przeczucia Kościół - galeria - prokuratura |
||||
![]() Ryszard Woźniak, Egzorcyzmy, 1984 |
||||
"Czy
pan jest Polakiem?" Talibowie prowokują |
||||
Ryszard Woźniak, Dwaj faceci, którzy myślą że idą na piwo, 1983 |
![]() Michel Majerus, Controlling the moonlight maze (instalacja z 2 obrazów "The modern Age abstract" i "Episode"), 2002 (dzięki uprzejmości neugerriemschneider, Berlin) |
Oko
za okiem się toczy i od patrzenia łzami broczy - Urszula Usakowska-Wolff
pisze z Niemiec o tym, jak zachodni artyści cierpią na malarstwo, horror
vacui i melancholię, zaś niemieccy muzealnicy na widowiskowość i monumentalizm
- głowa wprawdzie nie boli, ale... |
PLAMY
NA PŁÓTNIE |
| "Dziś malarze nie zadają sobie w ogóle pytania, czy wolno malować. Malowanie sprawia im po prostu przyjemność", twierdzi Annelie Lütgens, kuratorka wystawy "Painting Pictures", pokazywanej obecnie w Muzeum Sztuki w Wolfsburgu. A ponieważ swoje dzieła tworzą w czasach wszechobecności elektronicznych środków przekazu, tak więc pokaz 34 artystek i artystów, mistrzyń i mistrzów pędzla, kamery i taśmy filmowej z Zachodu opatrzono podtytułem "Malarstwo i media w dobie cyfrowej". Ta wystawa, na której obejrzeć można 120 wielkich, najczęściej mniej lub bardziej przyjemnie kolorowych foto podobnych malowideł i malarskich fotografii oraz niemało multimedialnych foto malarskich instalacji, jest wynikiem trwającej trzy lata podróży, która - jak pisze Gijs van Tuyl, dyrektor Muzeum Sztuki w Wolfsburgu, we wstępie do okolicznościowego katalogu - "prowadziła nas do wielkich miast między Berlinem a Los Angeles". Trudno się więc dziwić, że przygotowana przez holenderskiego dyrektora i niemiecką kuratorkę wystawa "ma dać zachodnie ukierunkowanie, ponieważ ten rodzaj malarstwa ma swoją żyzną podściółkę głównie w wysoko rozwiniętych państwach przemysłowych z ich zaawansowanymi technologiami informacyjnymi".
|
![]() Elizabeth Peyton, Sara, 2002 (dzięki uprzejmości neugerriemschneider, Berlin) |
Neo Geo, manieryzm i wideo |
![]() Lari Pittman, bez tytułu, 2000 (Collection Goetz, Monachium) |
Monumentalny Melancholizm Neo Realny © Urszula Usakowska-Wolff, http://www.usakowska-wolff.com/ [16.03.2003] |
![]() Neo Rauch, See, No. 331, 2000, olej na płótnie, 200 x 400 cm, (dzięki uprzejmości Galerie EIGEN+ART, Berlin) |
Monumente der Melancholie:
Update #6 |
Jo
Stella-Sawicka pisze z Londynu o najnowszej wystawie mieszkającej tam
polskiej artystki Goshki Macugi. Artystka znana jest z aranżacji przestrzennych,
których tworzywem są... prace innych artystów |
NOWA
SZTUKA W STARYCH RAMACH |
![]() |
| XVIII-wieczna
puszka Pandory
|
![]() |
Pokurczone twarze pigmejów
|
Goshka
Macuga, "Picture Room", Gasworks Gallery, Londyn 7 lutego - 23 marca 2003 r. |
![]() |
Dlaczego
Sasnal, dlaczego Bujnowski, dlaczego Maciejowski? Kontynuujemy nasz cykl
tekstów przybliżających twórczość kilku młodych polskich artystów oskarżanych
o nieprzyzwoite sukcesy i/lub niezasłużone promowanie. Dziś tekst Łukasza
Gorczycy z książki "Między naturą a kulturą" (wyd. Galeria Bielska
BWA, Bielsko-Biała 2002) o trzech malarzach, dla których nie malarstwo
lecz obrazy są najważniejsze. |
PRAKTYKA WIDZENIA I POLITYKA OBRAZÓW |
| Czasem sztukę trzeba wymyślać zupełnie od nowa, od samego początku. Od rozglądania się dookoła, rozmawiania ze znajomymi i słuchania muzyki. Cała historia krakowskiej Grupy Ładnie (z czasem Słynnej Grupy Ładnie) jest właściwie historią towarzyską, ale w cieniu wesołych imprez plenerowych i klubowych, szybko rozwijała się również sztuka. Najpierw proste obrazy, rysunki, grafiki i komiksy przedstawiające sceny i rekwizyty studenckiego życia w Krakowie, z czasem prace zaskakująco głęboko i wnikliwie sięgające w rzeczywistość społeczną, poszukujące w niej właściwego miejsca i funkcji dla sztuki.
|
![]() |
|
![]() |
Kiedy
rodzą się emocje
|
| Tekst napisany na zamówienie
Galerii Bielskiej BWA w Bielsku-Białej i opublikowany w książce "Między
naturą a kulturą" pod redakcją Jolanty Ciesielskiej (Bielsko-Biała
2002). W książce tej znajdują się artykuły wielu autorów poświęcone najciekawszym
ruchom artystycznym lat 90. w Polsce. [23.02.2003] |
![]() |
![]() Jake & Dinos Chapman: "The tragiK Konsequences of driving KareleSSly", 2000, mixed media, 36 x 98,5 x 98,5 cm, The Olbricht Collection, Essen. Foto Manfred Wolff |
|
Urszula
Usakowska-Wolff specjalnie dla Rastra z Düsseldorfu |
|
HYBRYDY
Z PIEKŁA LIBIDO |
|
| Przed wejściem do przebudowanego przed dwoma laty za 40 mln Euro zabytkowego budynku z 1902 roku, w którym mieści się pisane z małej litery "museum kunst palast" ("muzeum pałac sztuki") w Düsseldorfie, stoją dwie koparki: większa na alejce, mniejsza w nieczynnej jeszcze fontannie. Wyglądają jak dziecko, bawiące się pod czujnym okiem matki w piaskownicy. Do prawego skrzydła muzeum dzieci mogą wejść - jak informuje tablica przy kasie - tylko w asyście dorosłych. Pokazywana tam jest bowiem obecnie wystawa "Enjoy More", która "może ranić różne uczucia", głównie etyczne i estetyczne. | |
Waginy bez przyczyny
|
![]() Jake & Dinos Chapman: "Zygotic acceleration biogenetic de-sublimated libidinal model", 1995, mixed media, 150 x 180 x 140 cm, The Saatchi Collection, London. Foto Manfred Wolff |
|
|
Więcej przyjemności z okropności |
![]() Jake & Dinos Chapman: "Hell" (Detal), 1999/2000, mixed media, The Saatchi Collection, London. Foto Manfred Wolff |
Bezpłciowe istoty markowe |
![]() |
|
|
Torturują,
mordują, kopulują |
![]() Jake & Dinos Chapman: "California über alles", 2003. Foto Manfred Wolff |
Frytki
dla Afryki |
![]() Jake & Dinos Chapman: "Grimasse", 2002, drewno, The Chapman Family Collection. Foto Jay Jopling/White Cube, London |
|
|
Istnienie
i trawienie |
Jake
& Dinos Chapman Katalog |
![]() |
Słynna amerykańska fotografka mieszkająca w Paryżu (od czasu, "gdy Bush ukradł mandat prezydenta USA") przyjechała do Warszawy na otwarcie swojej wystawy retrospektywnej w zuju. Wystawa jest absolutnie uwodząca i śmiertelnie piękna. Dyrektor zuja - na szczęście bezskutecznie - próbował ingerować w jej kształt, za co artystka odwdzięczyła się awanturą podczas konferencji prasowej i sugestią, że powodem wszystkiego są męskie kompleksy związane z długością penisa. |
Skracanie
dystansuWystawa jest wielka: dwa piętra, setki zdjęć, kolorowe ściany gęsto pokryte fotografiami i - najbardziej wciągające - dwie sale projekcji slajdów z muzyką. Zarazem wystawa pokazuje całość ludzkiego życia: macierzyństwo, dzieciństwo, dojrzewanie, miłość, starość, chorobę i śmierć. Wszystko wydaje się być niemal uniwersalnym obrazem ludzkiego życia, mimo iż skonstruowanym ze zdjęć wcale nie tak szerokiego grona znajomych, przyjaciół, kochanków i kochanek artystki. Niemodne słowo "uniwersalny" jest tu o tyle na miejscu, że oglądamy faktycznie wszelkie rodzaje związków i relacji międzyludzkich: miłość hetero i homoseksualną, macierzyńską, autoerotyzm, również samotność i opuszczenie (ze śladami pobicia włącznie). Największe wrażenie robi bliskość z jaką obiektyw artystki portretuje ludzi - jeśli to sztuka, to szczęśliwie pozbawiona kreacji - to szczególny "album rodzinny", który dokumentuje chwile najbardziej zwyczajne i najbardziej intymne. Nie często się zdarza, jak trafnie zauważyła sama artystka, oglądać orgazm na muzealnej ścianie. Na zdjęciach Goldin mnóstwo jest nieupozowanego piękna i miłości, ale grasuje również śmierć. Oglądamy historie kochanków dziesiątkowanych przez AIDS i martwe natury o wanitatywnych treściach. Bohaterowie Goldin relaksują się leżąc w wannach, ale niektórych z nich widzimy również spoczywających nieodwołalnie na szpitalnym łóżku czy ozdobionej kwiatami trumnie. Swoimi zdjęciami Goldin skraca dystans do drugiego człowieka towarzysząc mu w chwilach najwyższych uniesień i w momencie ostatecznym. Jest to swoista prowokacja wymierzona w widza i każdego człowieka, zamach na jego oddalenie i obojętność. |
![]() |
Kompleks
krótkiego penisaPodczas konferencji prasowej poprzedzającej otwarcie warszawskiej wystawy artystka ujawniła, że dyrektor zuja Krukowski dzielił się z nią swoimi wątpliwościami co do zasadności pokazywania na wystawie niektórych ze zdjęć (chodziło podobno w szczególności o zdjęcia kochających się par - homo i heteroseksualnej - a także fotografię mężczyzny przytrzymującego w dłoni penisa). Artystka kategorycznie ucięła możliwość dyskusji nad wykluczeniem niektórych prac z pokazu, zaś dyrektor udał się na konsultacje ze swoim prawnikiem, po czym postanowił jedynie umieścić przed wejściem na wystawę informację, że wystawa zawiera drastyczne sceny seksualne i mogą ją zwiedzać jedynie osoby pełnoletnie. O tym ograniczeniu artystka dowiedziała się dopiero podczas konferencji prasowej i zareagowała kosmicznym zdumieniem i konsternacją. "Przecież ta wystawa jest dla nastolatków!" - grzmiała i zauważyła, że część z eksponowanych zdjęć zrobiła gdy miała... 17 lat. Dyrektor wykręcał się polskim prawem i obietnicą liberalnego traktowania limitu wieku zwiedzających. Nan Goldin zwróciła się do obecnych na sali dziennikarzy z prośbą by przypilnowali, aby również po jej wyjeździe, z wystawy nie ubyła żadna praca... "Uważam że jest to kwestia rozmiarów... - skomentowała próby cenzury wystawy Nan Goldin - ..mężczyźni cierpią z powodu swoich penisów...". Dyrektor siedział i czerwienił się. |
![]() Konferencja prasowa z udziałem Nan Goldin i dyrektora Krukowskiego
Nan Goldin podczas konferencji |
Z
ciemnogrodem trzeba walczyćCzęść uczestników konferencji prasowej mruczała z niezadowoleniem gdy amerykańska artystka mówiła o panującej w Polsce homofobii, słabej profilaktyce AIDS i dyktacie kościoła katolickiego. Ale przecież miała podstawy by o tym mówić, skoro w Warszawie po raz pierwszy spotkała dyrektora instytucji artystycznej, który na widok jej prac przemówił jak bohaterka "Autobiografii" Perfectu: "...że kłopoty mogą być..." i udał się na konsultacje z prawnikami. Niestety, jego postępowanie łatwo zrozumieć i usprawiedliwić, jest wszak dyrektorem głównej państwowej instytucji zajmującej się promocją sztuki współczesnej w kraju, który jest ciemnogrodem. W takich warunkach umieszczenie przed wejściem na wystawę informacji o jej zawartości i zastrzeżenie, że mogą ją zwiedzać jedynie widzowie pełnoletni nie dziwi i nie budzi sprzeciwu, jedynie martwi, bo taka informacja działa jak płachta na byka i sprowadza sztukę do poziomu dyskusji o tym co jest, a co nie jest cenzuralne, demoralizujące, pouczające itp. Ostrożność dyrektora jest zrozumiała, nie chce mieć kłopotów i chce obronić instytucję przed ciemnogrodzką zwierzyną. Jednocześnie jednak wpisuje się w normy panujące w ciemnogrodzie - boi się widoku zdjęć kochających się hetero i homoseksualnych par, widoku "narządów płciowych" i kojarzy je z obszarem zakazanym. Może na to nakłada się też zmęczenie kilkunastoletnim już wysiłkiem budowy i ochrony własnej instytucji artystycznej? A może - jak sugerowała artystka - osobiste poglądy i kompleksy? Mniejsza o to, nam w każdym razie marzy się taki dyrektor, któremu sztuka nie będzie się kojarzyć tylko z niebezpieczną pornografią i zagrożeniem własnej posady; marzy się dyrektor który będzie miał odwagę stawać po stronie artystów i który będzie się koncentrował na tym jak ich bronić i wyjaśniać publiczności wartość pokazywanych prac. Dyrektor, który zrozumie, że walka z ciemnogrodem jest wpisana w naturę współczesnej sztuki. A jeśli uważa niektóre z działań czy prac artystów za niebezpieczne lub szkodliwe, to przecież w ogóle nie powinien takich twórców wystawiać, bo pokazywanie twórczości Goldin czy Arakiego w okrojonej ze względów obyczajowych formie jest fałszowaniem ich sztuki. [17.02.2003] |
![]() |
Śląski
designer Tomasz Bierkowski zbulwersował publiczność 100 kilobajtowym wizerunkiem
MB Częstochowskiej w towarzystwie gwiazdy Dawida. Sebastian Cichocki pisze
o szczytnych intencjach i zaskakujących reakcjach na kolejny projekt w
ramach akcji art-e-mailowej co2mailing.art |
|
KIJ W INTERNETOWYM
MROWISKU |
|
Pisałem już nieco
w "Rastrze" na temat projektu co2mailing.art. To bardziej zabawa
niż poważne przedsięwzięcie artystyczne (przypomnę, że akcja polega na
tworzeniu prac w formie załącznika do e-maila przez wybranych artystów
i rozsyłanie ich do subskrybentów 2 razy w miesiącu), co nie zmienia faktu,
że zaangażowała się w niego całkiem spora grupka artystów z różnych stron
świata. Projekt rozpoczął 13 stycznia brazylijski zasłużony pop-artowiec
Antonio Claudio Carlvaho, po nim pokazaliśmy mikro-podróżniczą pracę Anglika
Simona Faithfula (jednego z założycieli konsorcjum artystycznego The Centre
of Attention w Londynie) teraz przyszedł czas na śląskiego designera Tomka
Bierkowskiego, któremu od wielu miesięcy nosił w sobie pomysł na radykalny
plakat e-mailowy. Bierkowski zeznaje W prostactwie siła |
![]() |
![]() |
|
Śląskie
Supermadonny ps. Tomek Bierkowski czeka na komentarze odnośnie swojego art-maila.
Kolekcjonuje je skwapliwie bowiem mają się one stać częścią jego nowej
pracy o tolerancji. Najlepsze z wypowiedzi nagrodzimy unikatowymi plakatami
reklamującymi serię co2mailing.art autorstwa Antonio Claudio Carlvaho
(edycja 100 prac, które właśnie otrzymaliśmy z Brazylii). Przypomnę tylko,
że aby otrzymywać prace z cyklu co2mailing.art.pl wystarczy wysłać wiadomość
na adres co2@free.art.pl (z hasłem
"mailing"). |
|
![]() |
|
Co,
dlaczego i dla kogo maluje Wilhelm Sasnal? |
![]() |
ZABIĆ
OBRAZ |
Joanna Mytkowska z Fundacji Galerii Foksal przedstawia pokrótce ostatni rok działalności artystycznej Wilhelma Sasnala, który został zwycięzcą w rankingu "Rastra", pomimo że - jak się wydaje - jego najnowsze prace są polskiej publiczności, praktycznie nie znane. |
|
|
| ...Kolonia,
Bazylea... Pod koniec kwietnia na indywidualnej wystawie w Galerii Johnen & Schöttle w Kolonii zaprezentował kilkanaście nowych obrazów: portrety małp, obrazy namalowane według fotografii Aleksandra Rodczenki i psychodeliczne historie zaczerpnięte z bajki o Brombie. W maju bierze udział w wielkiej wystawie malarstwa dwudziestego wieku "Painting on the Move", która odbywała się w kilku muzeach w Bazylei. Sekcja współczesna przygotowana przez Petera Pakescha poświęcona była realizmowi we współczesnym malarstwie. Wilhelm, którego niewielkie obrazy wisiały w sali razem z gigantycznymi płótnami Chucka Close, pokazał wizerunki UFO przemalowane z zamieszczanych w internecie "prawdziwych" fotografii zjawiska, a także "portrety" osób namalowanych od tyłu. W ramach targów młodej sztuki "Liste" w Bazylei Fundacja Galerii Foksal zaprezentowała kilkanaście nowych obrazów. Znalazł się tam obraz z paleniem komiksów namalowany według zdjęcia z lat 50. z USA, kiedy to zdarzało się, że w związku z cenzurą obyczajową palono niepoprawne obrazki; obraz został wykonany częściowo w manierze komiksowej (ogień i książki), częściowo realistycznej (amerykańscy palacze). Ponadto prezentowana była tam nowa seria "portretów ocenzurowanych" muzyków pochodzenia żydowskiego: Gonzales, Zorn, Beck, wokalista Beastie Boys. |
![]() |
...Warszawa,
Zielona Góra, Malmö, Nowy Jork.Na wystawie "Rowelucja" w Galerii Raster w Warszawie pokazane zostały dwa wcześniejsze obrazy Wilhelma przedstawiające rower męski i rower damski oczekujące pod drzwiami mieszkania. W listopadzie odbyła się druga indywidualna prezentacja Wilhelma w Polsce, w BWA w Zielonej Górze, na której pokazane zostały m.in. prace z serii "Maus", a także cykl obrazów zainspirowany okładką płyty Sonic Youth autorstwa Raymonda Pettibona. Obecnie, cykl rysunków przedstawiającą rebelię rur PCV w rozmaitych miejscach użyteczności publicznej jest pokazywany na wystawie "Pełzająca Rewolucja 2" w Rooseum w Malmö. A od 16 stycznia 2003 można oglądać najnowsze prace Sasnala w Galerii Anton Kern w Nowym Jorku. Obrazy tam pokazane są tak bardzo zróżnicowane, że prezentacja ta wygląda jak wystawa kilku artystów. Wielkie płótna pokazujące wyścigowe bolidy wyprodukowane tuż przed wojną w zakładach Mercedesa wiszą obok abstrakcyjnych obrazów przedstawiających mętną wodę w akwarium, portrety bohaterów sztuki amerykańskiej lat 60. - Roberta Smithsona, Waltera de Marii - namalowane farbą wyciśnięta prosto z tuby, pofałdowane płótna tworzące przestrzenne obiekty i wreszcie abstrakcyjne obrazy fakturowe, które namalowane są palcami. |
| Plany:
Antwerpia, Zurych, Münster, Londyn. W najbliższych miesiącach czekają Wilhelma trzy wystawy: w muzeum MUHKA w Antwerpii, gdzie pokaże zmieniający się w trakcie trwania wystawy cykl filmów i rysunków. Następne prezentacje będą miały charakter retrospektywny: w Kunsthalle w Zurychu i Kunstverein w Münster. Nowe prace przygotowuje na wystawę indywidualną w Galerii Sadie Coles HQ w Londynie. |
| Kontekst:
powrót malarstwa? Na międzynarodowej scenie artystycznej wyraźna jest tendencja, którą można by nazwać powrotem do malarstwa. Zapowiadała ją już, mniej więcej dwa lata temu, wielka wystawa w Antwerpii, zorganizowana przez Luca Tuymansa, jednego z niewielu malarzy, których twórczość przetrwała weryfikację prokonceptualnych lat 90. Tę tendencję potwierdziły między innymi: wystawa w Paryżu "Urgent Painting" i bazylejska "Painting on the Move". Owe manifestacje, zbierające rozmaitych malarzy starszego i młodego pokolenia, dość niespójne, za to hałaśliwe, starają się przekonywać o świeżo odzyskanej sile obrazu na płótnie. W Polsce (zmęczonej skandalami?) mieliśmy cykl buńczucznych wystaw o realizmie i próby reanimacji przez galerie pogodnej malarsko-performanckiej grupy Ładnie. To pospolite ruszenie optymizmu względem malarskiego przedstawienia bardzo przypomina niezaspokojony głód obrazów z lat 80. Tendencję tę można widzieć jako odrzucenie dominujących w latach 90. nurtów konceptualnych, ale także jako reakcję wywołaną przez niepewną sytuację ekonomiczną i polityczną (tzw. "świat po 11 września"). Obserwujemy wycofanie się muzeów i galerii na pozycje konserwatywne, hołdowanie łatwiej definiowalnym mediom. Próby kreowania gremialnych powrotów do malarstwa są zawsze ruchami do tyłu. Wilhelm Sasnal jest w tę sytuację uwikłany. Wziął udział w ważnych prezentacjach malarstwa, a na domiar złego swoimi obrazami potwierdza tezę, że z malarstwa ciągle można jeszcze coś wykrzesać. Można mieć nadzieję, że w tej grze jest świadomym graczem. |
![]() |
| Zwodniczy
pejzaż Na obrazie "Pejzaż" według Tadeusza Borowskiego (2002) widzimy skrótowo namalowany kawałek banalnego krajobrazu. Tytuł odsyła do kilku zdań jedynego chyba opisu przyrody w opowiadaniach obozowych Borowskiego: "Cień kasztanów jest zielony i miękki. Kołysze się lekko po ziemi jeszcze wilgotnej, bo świeżo skopanej, i wznosi się nad głową seledynową kopułą pachnącą poranną rosą...". Impresyjny sposób malowania koresponduje z brakiem precyzji literackiego opisu. Napięcie pomiędzy literackim opisem oraz jego przedmiotem zostało przeniesione na obraz przez zastosowanie akademickiej maniery. Dziennikarka "Gazety Wyborczej" uznała, że obraz pochodzi z wczesnego, akademickiego okresu twórczości malarza - którego tak naprawdę Sasnal nie przechodził. |
Ziarna
zostaną oddzielone od plewJuż w krótkim i niekompletnym wyliczeniu zeszłorocznych dokonań Wilhelma Sasnala widać schizofreniczną różnorodność motywów, desperacką zmienność stylistyczną i warsztatową. Za jego obrazami stoją historie i często skomplikowane przypisy. To malarstwo ery postkonceptualnej, które iskrzy się od pomysłów i figur retorycznych, goni resztkami sił, posiłkuje się starymi motywami, odnosi się czasami desperacko samo do siebie. Ale choć niektóre zabiegi świadczą o zainteresowaniu podejrzaną kondycją malarskiego medium: portrety w hołdzie mistrzom sztuki konceptualnej, strategia przerzucania znaczenia poza płótno, dociążanie obrazu historiami, to Wilhelm jest ciągle zainteresowany bardziej tym, co jeszcze można namalować, jak zachować umiejętność szybkiego reagowania i wierność swojej wizji świata. Powracający w ciągu ostatniego roku autotematyczny wątek, to nie tylko zjadanie własnego, malarskiego ogona, ale przede wszystkim próba mierzenia się ze swoją świeżo uzyskaną pozycją uznanego malarza, która powoduje wątpliwości i prowokuje próby wyłączenia malarstwa ze strefy bezpieczeństwa, pozostawania w jedynie w kręgu malarskich problemów. Gra toczy się o możliwość tworzenia obrazów, które przyczyniają się do rozumienia świata, niezależnie od medium. Żywotnym interesem Sasnala jest więc jak najszybsza przegrana malarstwa, co najmniej w znaczeniu końca mody na malarstwo, zbiorowych wystaw, zainteresowania mediów. Taki koniec mody na malarstwo niechybnie nastąpi, a pospolite ruszenie malarzy ulegnie z pewnością przewartościowaniu - ziarna zostaną oddzielone od plew, a obrazy umysłu od tworów malowanych tylko pędzlem. W przeciwnym wypadku malowanie zupełnie straci związek z rzeczywistością w jej politycznym i ekonomicznym wymiarze i pozostanie wygodną wymówką dla widzów, kuratorów, krytyków i klientów. Joanna Mytkowska [9.02.2003] |
![]() |
Reprodukcje
obrazów dzięki uprzejmości: Galerie Johnen&Shoettle, Kolonia; Anton
Kern, Nowy Jork; Fundacji Galerii Foksal, Warszawa |
Zmiany w rankingu?! Odnaleziony jeszcze jeden głos! |
KOZYRA,
SAWICKA I SZTWIERTNIA WYŻEJ |
Długo po terminie do naszej redakcji dotarł jeszcze jeden ważny głos do naszego rankingu - wicedyrektorki warszawskiej zniechęty Hanny Wróblewskiej. Ponieważ opóźnienie wynikło wyłącznie z niewyjaśnionych bliżej przyczyn technicznych (list został wysłany przed publikacją wyników rankingu), czujemy się zobowiązani opublikować ów brakujący głos. Hanna Wróblewska, Galeria Zniechęta, Warszawa najlepsza wystawa 2002 ps. podobały mi się moje: kozyra, sobczyk, sawicka, ale rozumiem, że mówię o innych nalepszy artysta 2002 największa klęska 2002 |
![]() Hanna Wróblewska |
| Zniechęta języczkiem
u wagi Głos wicedyrektorki zniechęty - choć tylko jeden i liczony przez nas pojedynczo - zaskakująco wiele zmienia w wynikach rankingu. Trzy punkty dodane Katarzynie Kozyrze pozwalają jej wyjść na drugie miejsce w kategorii najlepszy artysta (ex-equo z Pawłem Althamerem). Tym samym pierwszą piątkę opuszcza Bogna Burska, którą wyprzedza teraz jeszcze Jadwiga Sawicka. Dla wszystkich zaś zbulwersowanych i zawiedzionych faktem, że w rankingu opublikowanym na łamach "Rastra" wygrał Wilhelm Sasnal, małe pocieszenie. Jeśli zsumować punkty z kategorii "artysta" i "wystawa", teraz najwięcej ma ich Kozyra! Ciekawe, że swoją wysoką pozycję w rankingu Warszawska Kasia zawdzięcza jednej właściwie wystawie - pokazowi pełnej wersji "Święta wiosny", pracy powstałej jeszcze w 2001 roku. W tej nieoficjalnej kategorii łączącej punkty za "artytstę" i "wystawę" Jadwiga Sawicka wyprzedza teraz Paulinę Ołowską i Marcina Maciejowskiego. Dzięki punktom od Hanny Wróblewskiej do grona najlepszych wystaw dołączyła monumentalna wystawa Grzegorza Sztwiertni "Farbenlehre" w krakowskim Bunkrze Sztuki, zaś "szum wokół Picassa" i jego wystawy w Muzeum Narodowym w Warszawie znalazł się na zaszczytnym czwartym miejscu w kategorii "klęska roku". Największemu(?) muzeum sztuki w Polsce pozostaje życzyć dalszej, równie owocnej pracy! A pomyśleć, że jeszcze niedawno dyrektor tegoż muzeum, pan Ruszczyc, prowadził zakulisowe rozgrywki w celu przyłączenia zniechęty do jego instytucji. Panie dyrektorze, proszę spojrzeć na wyniki rankingu: zniechęta - 4 wystawy wśród najlepszych w minionym roku, a muzeum (czyt. mauzoleum) tylko w klęskach... [2.02.2003] |
Po opublikowaniu przez nas rankingu sztuki polskiej za rok 2002, na forum dyskusyjnym temperatura dyskusji wyraźnie się podniosła, a anonimowa większość dyskutantów z entuzjazmem przyjęła wyniki rankingu jako ostateczny i niepodważalny dowód degrengolady "Rastra" i znacznej części środowiska krytyczno-kuratorskiego. Wszystko przez Sasnala oczywiście i to, że uważamy iż jest najlepszy. W związku z tym postanowiliśmy w kolejnych wydaniach naszego tygodnika przybliżyć sobie i czytelnikom postać tego tarnowskiego artysty i różne aspekty jego sztuki. |
POLOWANIE
NA SASNALA (odcinek 1) |
![]() Wilhelm Sasnal, Bez tytułu (Monkey), 2002 Dzięki uprzejmości Galerie Johnen & Schoettle, Kolonia |
|
FRAGMENT
PRAWDY O POLSKIEJ SZTUCE |
zima 2001/2002 25 kwietnia 2002
20 stycznia 2003 27 stycznia 2003 (po południu) 27 stycznia 2003 (wczesny wieczór) 27 stycznia 2003 (późny wieczór)
załączam wyrazy szacunku, |
Wrocławska
scena młodej sztuki - chyba jedna z najweselszych i najaktywniejszych
- dziwnym trafem pozostaje na marginesie zainteresowań rodzimych kuratorów
i pisarzy o sztuce. Nie chcemy tracić z oczu tego pięknego miasta i niezależnej
młodzieży, która je zamieszkuje, dlatego publikujemy relację Violi Tycz
z najnowszej grupowej manifestacji artystycznej w Galerii Entropia - flagowym
okręcie progresywnej wrocławskiej sceny artystycznej. |
PIERDOLENIE,
AIDS I INNE KATASTROFY |
Lepiej nie mówić
|
![]() |
|
Wystawa w Entropii trwa do 18 lutego, a potem wyrusza
niebawem do Wiednia, gdzie, mamy nadzieję, nie będzie wzbudzała niezdrowych
emocji. A swoją drogą czuje się w środowisku inkwizycyjny niepokój przed
niepoprawnością. Tylko teraz cenzorem nie jest ustrój polityczny. I taki
jest czas After Aids ( w Polsce). |
![]() |
Warszawskie
buraki wydały ponad 500 tysięcy złotych z kasy miejskiej na obraz australijskiego
knociarza-naciągacza! |
OBRAZA
WARSZAWY |
|
"Gazeta Wyborcza" odsłoniła kolejny efektowny skandal z pogranicza polityki i sztuki (choć też z małym opóźnieniem). Oto w 1998 roku spółka Holding Wars, której udziałowcami są miasto Warszawa i jej gminy-dzielnice, zamówiła u niejakiego Charlesa Bilicha z Australii obraz przedstawiający widok Warszawy za... 360 tysięcy złotych!!! Obraz (3x1,6 m) wisi obecnie w holu Pałacu Kultury i Nauki. Do kosztów samego obrazu należy jeszcze doliczyć 103 tys. złotych wydane na bankiet w hotelu Mariott wydany z okazji odbioru pracy od artysty, 62 tys. złotych zapłacone za prawa do reprodukcji tego dzieła oraz 8 tys. złotych przepuszczone od razu na druk reprodukcji. Obraz, według pomysłodawców zamówienia miał "promować Warszawę" (w sumie, z kosztami pobytu malarza w Warszawie, "Gazeta Wyborcza" wyliczyła wydatki na 560 tysięcy, teraz Pałac Kultury musi jeszcze opłacać wysokie ubezpieczenie obrazu).
|
Uwaga buraki! Oto co za te same pieniądze mogliście zrobić! |
MIĘDZYNARODOWA
KOLEKCJA SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ z motywem Warszawy. |
Wynająć kuratora, posiadającego obcą burakom wiedzę na temat sztuki współczesnej i poprosić o skompletowanie międzynarodowej kolekcji dzieł sztuki współczesnej, które pokazują Warszawę. 500 tysięcy złotych starczyło by na wiele, bardzo wiele. A kolekcja, którą można by co jakiś czas uzupełniać, mogłaby wisieć w Pałacu Kultury i promować miasto tysiąckrotnie lepiej niż jeden ozłocony ramą kicz. Ta kolekcja mogłaby wyglądać np. tak: |
Marcin
Maciejowski - "Akcja pod Arsenałem", 2002Krakowski malarz żywo interesuje się historią Warszawy, a szczególnie okresem okupacji i Powstania Warszawskiego. Podczas pobytów w stolicy chętnie odwiedza miejsca związane z tymi wydarzeniami. Bo w historii jest i dobro i patos, czyli to co Marcin lubi szczególnie. |
Yves
Belorgey - "Służew Fort", 2002Francuski artysta jest archeologiem blokowisk, podróżuje po modernistycznych osiedlach na całym świecie i portretuje na swych monumentalnych obrazach (rozmiarów typowej wielkiej płyty - 2,40 m wysokości) betonowe maszyny do mieszkania. Eksplorował i malował również warszawskie bloki! |
| Edward
Dwurnik - proroczy pejzaż Warszawy z 1981 roku. W styczniu i lutym 1981 roku Dwurnik namalował serię widoków Warszawy z czołgami na ulicach. 10 miesięcy później ogłoszono stan wojenny, a wystawę z "proroczymi" obrazami zamknięto po 2 godzinach. |
![]() |
Ludwik
Jaksztas - "Pejzaż miejski stołeczny", 1982 Punkowy pejzaż ursynowski. |
| Piotr
Parda - "Światła awaryjne", 2002 Najlepsza z prac pokazanych na ubiegłorocznej wystawie "Młodzi są realistami" w zuju. Pomarańczowe, awaryjne światła migają na basztach zamku, który zatrzymał się na skraju przepaści (tuż przy krawędzi skarpy warszawskiej). Zarazem memento dla buraków - niezreformowane i pozbawione środków do życia instytucje artystyczne mogą wkrótce, dosłownie i w przenośni, runąć (do Wisły). |
| Toby
Paterson - Pawilon transportu publicznego (z kioskiem) [WKD Śródmieście],
2002, akryl na ścianie Młody szkocki artysta w minionym roku brał udział w wystawach w zniechęcie i Fundacji Galerii Foksal, a z tej okazji zrealizował w minionym roku kilka prac poświęconych stylowym fragmentom nowoczesnej architektury warszawskiej z lat 60. Przeprowadził chirurgiczną rekonstrukcję zapuszczonych kwiatów modernizmu, ale jak burak może zrozumieć co to kwiat... |
![]() |
| Jacek
Kleyff - "Warszawa pod wodą", 1996-2001, olej na desce. Legendarny bard jest zawziętym malarzem, przez kilka lat malował m.in. nadrealistyczna (choć, kto wie, być może również prorocza) weduta przedstawiająca Warszawę zatopioną. |
Paweł
Kowalewski - "Zdzicho skacze co noc z butelkami z benzyną" 1982
Członkom sławnej warszawskiej formacji artystycznej Gruppa przyśnił się kiedyś sen o spadaniu z Pałacu Kultury. Potem powstał o tym obraz. |
| Paweł
Althamer - "Bródno 2000", 2000 Pamiętna akacja Pawła Althamera i mieszkańców jego bloku na Bródnie, którzy wspólnie wyświetlili milenijny napis na elewacji. Co prawda, tej pracy nie da się już kupić (tak, tak buraku, są też sprawy, których nie da się kupić za pieniądze), ale do kolekcji można by pozyskać powiększone fotografie z akcji i anonsujący ją plakat. |
![]() |
CO
JEDZĄ BURAKI? |
|
560
tysięcy złotych - OBRAZA WARSZAWY czyli obraz
australijskiego naciągacza Charlesa Bilicha zatytułowany "Moja podświadoma
Warszawa". Namalowany specjalnie na życzenie spółki miejskiej, po to
by promować stolicę, ale jej mieszkańcy dowiedzieli się o istnieniu obrazu
dopiero po 5 latach z demaskatorskiego artykułu w "Gazecie Wyborczej". |
| 280 tysięcy złotych - SZMATA GNIEŹNIEŃSKA czyli gobelin prof. Urszuli Plewki-Schmidt zakupiony pod koniec 2001 roku przez Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie za pieniądze urzędu marszałkowskiego. Dyrektor tłumaczył, że "Muzeum wymaga, żeby jego wyposażenie miało odpowiedni standard" (gobelin zawisł w bibliotece), poza tym dzieło wykonano z "naturalnego surowca", ma "olbrzymi format" (9x5 m) i "nie jest tkaniną abstrakcyjną, zwykle łatwiejszą w wykonaniu" (tytuł: "Czas życia, czas śmierci - wspomnienie z podróży"). [cytaty za "Gazetą Wyborczą"] |
CZEGO
BURAKI NIE TRAWIĄ? |
1. Alina Szapocznikow "Pomnik Przyjaźni Polsko-Radzieckiej", 1954 - socrealistyczny pomnik, największa zrealizowana rzeźba jednej z najwybitniejszych polskich artystek, do 1992 roku stał w holu Pałacu Kultury, potem - jak ustaliła Jola Gola, monografistka artystki - zarząd Pałacu za zgodzą władz miasta usunął pomnik - obecnie na prywatnej posesji w Józefowie pod Warszawą. 2. Bohdan Lachert i Józef Szanajca, dom Szyllerów przy Wale Miedzeszyńskim 756, 1929 - jedna z najciekawszych realizacji awangardowej architektury polskiej lat 20., zburzona w 2002 roku w związku z poszerzaniem jezdni. 3. Co będzie nastepne? [2.02.2003] |
![]() Bohdan Lachert i Józef Szanajca, dom Szyllerów przy Wale Miedzeszyńskim 756, 1929 |
| "Raster" miał przedłużoną przerwę świateczną w nadawaniu, ale to przecież nie znaczy wcale, że nic się przez ten czas nie działo w sztuce. Artyści pracują niestrudzenie i nieprzerwanie, a my będziemy się starać podglądać ich i pokazywać premierowo ich nowe prace, zanim trafią na wielkie wystawy lub zostaną totalnie zapomniane. Dziś trochę nowości i trochę nadrabiania zaległości: grudniowa akcja Bodzianowskiego, Masłowska trafia do sztuki, Bujnowski się eksportuje, Laura Pawela pozdrawia z komórki oraz remanent w pracowni Zbyszka Rogalskiego. |
NOWE
PRACE |
Cezary Bodzianowski "Lotos". Akcja w Fundacji
Galerii Foksal w Warszawie, 15 grudnia 2002 r. |
![]() Cezary Bodzianowski "Lotos". Akcja w Fundacji Galerii Foksal |
|
| Rafał
Bujnowski, nowe obrazy bez tytułu Rafał Bujnowski, twórca pamiętnej, billboardowej Galerii Otwartej w Krakowie i niegdysiejszy członek Grupy Ładnie, spędził miniony rok w dobrym zdrowiu jako stypendysta Ministra Kultury, przeprowadził się z rodzinnych Graboszyc do sławnych Wadowic oraz pracował nad kolejnymi cyklami obrazów, których pokazów można się spodziewać w najbliższych miesiącach. Na dobry początek, w miniony czwartek otwarta została wystawa jego prac w Galerii Johnen+Schoettle w Kolonii. Tam zaprezentowany został wcześniejszy cykl obrazów-przedmuiotów. My prezentujemy natomiast jeden z nowych obrazów malowanych z rodzinnych zdjęć. Rafał maluje takie obrazy w przerwach w pracy nad większymi seriami. W najbliższy czwartek w telewizyjnym "Pegazie" będzie można obejrzeć pracę Rafała wykonaną na zamówienie tego programu oraz rozmowę z artystą. Polecamy! |
![]() Rafał Bujnowski, bez tytułu, 2002 |
Laura
Pawela, "Reallaura", akcja internetowo-komórkowaLaura Pawela to młoda artystka znana zainteresowanym z udziału w ubiegłorocznych wystawach "Rybie Oko 2" i "Supermarket sztuki". Kolejny projekt Laury omija pośrednictwo instytucji artystycznych i trafia bezpośrednio do zainteresowanych za pośrednictwem poczty elektronicznej. Co kilka, kilkanaście dni Laura rozsyła zainteresowanym scenki z własnego życia w postaci ikonek do telefonu komórkowego: "Dlaczego jestem taka gruba?", "Muszę zapuścić włosy" etc. "Codziennie nowe, aktualne wzory z życia Laury" - reklamuje swój projekt artystka. Jeśli chcesz uczestniczyć w akcji i otrzymywać gratisowe obrazki z życia Laury, wyślij e-mail pod adresem laurapawela@wp.pl, hasło "reallaura". |
| Zbigniew
Rogalski, "Kałuża", 2002 Ostatnie 3 miesiące Zbigniew Rogalski, malarz i magister, spędził w zimnej Norwegii. Warunki do pracy okazały się tam niezbyt sprzyjające i artysta podjął decyzję o przeniesieniu pracowni w południowe regiony Polski, gdzie aktualnie przebywa szykując nowe obrazy. My tymczasem udaliśmy się do jego warszawskiej pracowni, gdzie odkryliśmy nieznany obraz namalowany w zeszłym roku. Sam malarz nie był zadowolony z naszego odkrycia i określił odnaleziony przez nas obraz jako "nieudany eksperyment". Uznaliśmy, że po pierwsze eksperymenty są zawsze najciekawsze, a po drugie wcale nie jest aż tak źle i zdecydowaliśmy się ujawnić "Kałużę" na łamach "Rastra". [26.01.2003] |
![]() Zbigniew Rogalski, "Kałuża" 2002 |
|
Sebastian
Cichocki przedstawia i zaprasza do nowego projektu internetowego "co2.mailing.art" |
RÓB,
ŚLIJ I ODBIERAJ ART-E-MAILE |
13
stycznia 2003 rozpoczęliśmy internetowy projekt Galerii C02 : "co2mailing.art".
Jest to wynik współpracy gliwickiej galerii z The Centre of Attention -
pół-wirtualnym konsorcjum artystycznym, którego siedziba mieści się w sercu
londyńskiego Hoxton. Jednym z najciekawszych przejawów działalności The
Centre of Attention było cotygodniowe rozsyłanie grupie wyselekcjonowanych
abonentów tzw. art-e-maili. W tą akcję zaangażowali się tacy artyści jak
Genesis P-Oridge, Jenny Holzer i Orlan. Każdy twórca na swój indywidulany
sposób podszedł do postawionego przed nim zadania - zaproszeni artyści tworzyli
łamigłówki, skanowali swoje fotografie, pisali filozoficzne rozprawy na
temat geometrii, tworzyli proste animacje etc. Idea art-e-maili będzie od
stycznia 2003 kontynuowana przez gliwicką galerię CO2, działającą na podobnych
zasadach jak wspomniane The Centre of Attention. Czym są ART-E-MAILE? Mogą być w zasadzie wszystkim co da załączyć się do e-maila i rozesłać. Art-e-maile nie przekraczają z reguły 100 kb i to jest jedyne ich ograniczenie. Są to zero-jedynkowe prace stworzone przez artystów (nie tylko tych profesjonalnych, ale także "artystów internetowych") tylko i wyłącznie na potrzeby serii "co2mailing.art". Z założenia są one unikalne i limitowane. co2mailing.art to bezgotówkowa, międzynarodowa wymiana wrażeń artystycznych - inicjatywa całkowicie o charakterze "not-for-profit" (subskrypcja e-maili jest darmowa, także artyści nie otrzymują żadnych honorariów autorskich), promująca twórców i konfrontująca ich pomysły na sztukę. Dostęp do art-e-maili jest banalnie prosty - wystarczy wysłać maila na adres co2@free.art.pl z haslem "mailing". Nasze art-e-maile rozsyłane będą w każdy drugi i czwarty poniedziałek miesiąca. W międzyczasie tworzymy bazę prac, specjalnie stworzonych dla "co2mailing.art". Zachęcamy wszystkich twórców zainteresowanych uczestnictwem do wysyłania swoich propozycji. Prace nie mogą przekraczać jednak 120 kb a otwarcie ewentualnych załączników nie powinno sprawiać problemów nawet w przypadku starszych komputerów. Oczywiście pozostawiamy sobie wolność decydowania o doborze prac i zapraszaniu kolejnych ich autorów. wystawa CO2MAILING.ART. Po roku od rozpoczęcia programu podsumujemy dorobek "co2.mailing.art" organizując udokumentowaną katalogiem tradycyjną wystawę w przestrzeni galeryjnej. Niektóre prace zostaną wydrukowane jako tradycyjne kartki pocztowe - zatoczymy więc pełne koło od mail-artu do net-artu i z powrotem. co2mailing.art jest projektem międzynarodowym, multidyscyplinarnym, równie globalnym co i lokalnym. Udział w nim wezmą artyści m.in. z Japonii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Pierwszym uczestnikiem polskiego cyklu "co2.mailing.art" jest brazylijski pop-artowski malarz Antonio Claudio Calrvalho (brał on aktywny udział w ruchu mail-art w latach 70-ych), który przez swoją antywojenną pracę "HOPE" wypowiada się na temat żywotności malarstwa w czasach ekspansji multimediów. |
![]() Chad McCail |
| Co
należy zrobić aby stać się partycypantem projektu co2.mailing.art?: a. Jako odbiorca: wystarczy wysłać maila na adres co2@free.art.pl z haslem "mailing". b. jako twórca : wystarczy przesłać art-e-maila pod adresem cichocki@free.art.pl. My zajmiemy się selekcją prac. Nie mogą one przekraczać 120 kb. Poza tym wszystko jest dozwolone, pod warunkiem oczywiście ze nie zagraża funkcjonowaniu komputerów, przy pomocy których e-maile będą odbierane! Jeszcze raz podkreślamy: zależy nam na tym aby praca została specjalnie stworzona dla potrzeb "co2.mailing.art". Czasem są to oczywiście specjalne wersje poprzednich prac, dostosowane do wymogów projektu zrekonstruowane dla internetowej, szybkiej komunikacji. Nie oznacza to, że będziemy faworyzować artystów multimedialnych - dowodem na to niech będzie fakt że zaczynamy od dzieła malarskiego. Wydaje się, że duże pole do popisu będą mieć artyści konceptualni, którym forma błyskawicznie docierającego do odbiorcy e-maila stwarza nowe, ogromne możliwości. Projekt co2.mailing.art. to nie konkurs! Myślimy o nim raczej jako o alternatywie (choć już nie nowej) dla takich miejsc sztuki jak galeria czy przestrzeń miejska. Jest to także niskobudżetowy sposób na ambitny projekt artystyczny angażujący międzynarodową obsadę artystyczną "co2.mailing.art" to taka galeria na czasy recesji! UWAGA! Nadesłanie art-e-maila nie oznacza wcale automatycznego jego włączenia do cyklu (chyba że dany artysta/artystka został poproszony o stworzenie konkretnej pracy dla potrzeb projektu). Sebastian Cichocki [26.01.2003] |